Pewnego razu w Meksyku
Mało kto wie, że słynny film "Desperado" miał sequela o nazwie "Pewnego razu w Meksyku". Być może dlatego, że robiony był w nieco innej stylistyce niż poprzednik. Pierwsza część zawierała w sobie realizm, a tutaj mamy taki kiczy w stylu starych spaghetti westernów. Historia w każdym razie przedstawia się następująco: El Mariachi wyczerpany ciągłym ściganiem winnych śmierci jego ukochanej żony zapragnął świętego spokoju. Chce zakończyć karierę zabójcy i osiąść w jednym miejscu na stałe. Jednak trafia na niego pewien tajemniczy agent FBI, który oferuje mu układ - nie wtrąci go do więzienia za krwawe rozróby, jakich się dopuścił, ale załatwi dla niego pewną brudną robotę. El Mariachi nie ma wyjścia, musi jeszcze raz, tym razem ostatni stawić czoło gangsterom. El Mariachi zostaje przyparty do muru, musi przejść kilka testów, by jego pracodawca był pewien, czy podoła. Zabija jeden z celów, ale pozostają jeszcze inne. Ta robota ma także element osobisty, ponieważ agent chce zemścić się za coś, co jeden z gangsterów kiedyś mu wyrządził. A co to było - warto znaleźć ten film i dowiedzieć się osobiście, naprawdę.